 |
Nawigacja |
 |
|
|
 |
Lefebvre i Trocki |
 |
|
 |
Ernst Bloch - część 2 |
 |
|
 |
Ernst Bloch - część 1 |
 |
|
 |
Bensaïd i Deutscher |
 |
|
 |
Lefebvre i esetyka marksistowska |
 |
|
 |
Dwaj znani autorzy |
 |
|
 |
|
 |
 |
"Święty Terror" Terry Eagletona |
 |
 |
 Czujemy pewien dyskomfort przy publikacji 3 z kolei polskiej książki Terry'ego Eagletona - "Święty terror" (poprzednie to: "Iluzje postmodernizmu" i "Marks i wolność).
Ambiwalencję tę wyraża sam Eagleton w przedmowie do swej książki (pogrubienia w tekście - SKFM): "Intencją tej książki nie jest bynajmniej uzupełnienie i tak rosnącego już stosu politologicznych prac poświęconych terroryzmowi. Staram się raczej umieścić ideę terroru w, mam nadzieję, bardziej oryginalnym kontekście, który można zasadniczo określić mianem «metafizycznego». W związku z tym Święty terror należałoby połączyć z metafizycznym lub teologicznym zwrotem (lub całkowitą zmianą kierunku), jaki można zaobserwować w moich badaniach z ostatnich lat, na co jedni patrzą z życzliwością, a co u innych budzi niepokój lub irytację. A jeżeli już mowa o głosach wyrażających irytację, chciałbym uzmysłowić moim przyjaciołom na lewicy, że przekonania polityczne ukryte w tej dość egzotycznej rozprawie na temat szatana i Dionizosa, kozłów ofiarnych i demonów są nie mniej radykalne niż większość myśli, które można dziś napotkać w bardziej ortodoksyjnych rozprawach na temat lewicowości."
Eagleton tłumaczy się, że "[...] terroryzm nie ma charakteru politycznego w żadnym z obiegowych znaczeń tego słowa, a jako taki stanowi wyzwanie dla tradycyjnego lewicowego sposobu myślenia. Lewica świetnie sobie radzi z władzą imperialną i z wojną partyzancką, ale zasadniczo czuje się zakłopotana, kiedy przychodzi jej zastanawiać się nad kwestią śmierci, zła, poświęcenia czy wzniosłości. Mimo to jestem przekonany, że wymienione pojęcia są równie istotne dla ideologii terroru jak te bardziej przyziemne i materialne. Podobnie zatem jak w kilku moich poprzednich książkach, staram się wzbogacić język lewicy, a jednocześnie zakwestionować ten, którym posługuje się prawica." Eagleton wzbogaca język lewicy o arsenał terminologiczny Lacanowskiej psychoanalizy i korzysta - błyskotliwie i erudycyjnie - z dziedzictwa literatury klasycznej, zwłaszcza antycznej i angielskiej. To czyni z niego, niewątpliwie, rzecznika Slavoja Žižka na Wyspach Brytyjskich.
Z punktu widzenie ideologicznego i politycznego, książka Eagletona przynosi nam dwie deklaracje autora: "Liberalne wolności reprezentują wyjątkowo cenne dziedzictwo, bez którego każdy socjalizm niewątpliwie od razu by upadł. Socjaliści nie są wrogami liberałów, ale najwierniejszymi sprzymierzeńcami ich politycznego kredo." Czy odnosi się to także do liberalnej wolności posiadania własności prywatnej i korzystania z niej w dowolny sposób (czyli także w sposób zakupu siły roboczej i pomnażania kapitału)? Tego autor nie rozwija. Stara się jednak załagodzić swój "lewicowy liberalizm" drugą deklaracją: "Socjalizm, przeciwnie, nie dąży do zniszczenia ciała, ale stawia sobie za cel przywrócenie nam człowieczeństwa i to właśnie, a nie alternatywne sposoby zapewnienia nam dobrobytu, stanowi podłoże jego sporu ze status quo. Niewykluczone, że część osób, które jeszcze wczoraj świętowały śmierć socjalizmu, za jakiś czas za nim zatęskni (zwłaszcza ci, których biura znajdują się na wysokich piętrach wieżowców). Socjaliści mogą pragnąć upadku kapitalizmu, ale nie zamierzają tego dokonać za pomocą brudnych bomb atomowych. W walce posługują się związkami zawodowymi, a nie durem brzusznym. Zamierzają wywłaszczyć klasy posiadające, a nie dokonać ich zagłady. Mimo ogłoszenia upadku proletariatu nędzarze nie zniknęli z powierzchni ziemi, a jedynie zmienili adres zamieszkania. Można ich teraz częściej znaleźć w slumsach Rabatu niż w przędzalniach bawełny w Rochdale. Z pewnością nie jest to dobra wiadomość dla strażników status quo, niezależnie od tego, z jak wielką niedojrzałością składają sobie gratulacje z powodu doprowadzenia socjalizmu do upadku.
A zatem ci, którzy radują się, że marksowski proletariat zniknął bez śladu, powinni raczej sięgnąć po pigułki zapobiegające chorobie popromiennej niż po butelkę szampana. Socjaliści zawsze odrzucali terror jako narzędzie działania, nawet jeżeli część politycznej lewicy była ostatnio niezbyt skora do potępiania podejrzanych teokracji islamskich. Brak zorganizowanego oporu politycznego wobec istniejącego systemu - oporu, w którym socjaliści tradycyjnie się specjalizowali - zachęca go do deptania słabych, a to prowadzi do rozwoju terroryzmu. W tym sensie socjalizm jest antidotum na terror, a nie jego odmianą. Ci, którzy w poczuciu samozadowolenia ogłaszają Koniec Historii, a przynajmniej czynili tak do czasu zburzenia wież World Trade Center, zamierzają w ten sposób ogłosić trwałe zwycięstwo kapitalizmu. Tyle tylko, że właśnie tego rodzaju prostacki triumfalizm doprowadził do buntu mas w świecie muzułmańskim, dając tym samym początek zupełnie nowej epoce historycznej. Zamknięcie okresu zmiany w historii sprawdziło się tylko w tym sensie, że doprowadziło do jego ponownego otwarcia. [...] Bunt mas - przy założeniu, że uda im się zdobyć odpowiednią broń - może przy najczarniejszym scenariuszu zwiastować koniec historii, choć już nie w tak komfortowo metaforycznym sensie tego wyrażenia."
Niech ambiwalencja ta przyświeca lekturze i zachęca do dalszych, własnych już poszukiwań.
|
 |
|
|
|
 |
|
 |
 |
Rozliczenie z 2009 rokiem |
 |
 |
 Rozliczając się ostatecznie ze starym rokiem pragniemy poinformować o ostatnich publikacjach 2009 roku. Włodzimierza I. Lenina "Nauki kryzysu" opublikowaliśmy jeszcze pod koniec listopada. Ten klasyczny tekst z przełomowego okresu między rewolucjami lutową a październikową jest dla wielu badaczy inspiracją do poszukiwania "politycznego geniuszu" Lenina i konstrukcji "powtórzenia" przywódcy Rewolucji Październikowej (myślimy tu głównie o książce Slavoja Žižka "Rewolucji u bram").
Drugi tekst to właściwie książka przetłumaczona przez niedawno zmarłego, wówczas 21-letniego, Leszka Kołakowskiego - "Marks a idea wolności" francuskiego marksisty Henri Lefebvre'a. Niech zachętą do jej przeczytania będzie końcowy fragment pracy: "Dziś wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy ze swego poddaństwa, podobnie jak nie myślą o ciśnieniu powietrza na ciało. Poddaństwo tkwi w nich samych. Aby byli skłonni zgodzić się na nie, panowie ich wpoili w nich wiarę, że są wolni, już wolni - podobnie jak ongi wmawiali niewolnikom, że byli nimi odwiecznie. Środki panowania człowieka nad człowiekiem - i wyzysku człowieka przez człowieka - zmieniły się. Fakt pozostaje. Marksizm jest praktyczną filozofią wolności. Niweczy on owo oswojenie się z niewolnictwem. Przewiduje rzeczywiste możliwości człowieka: jego wolności. Bez materializmu dialektycznego, człowiek współczesny, gnębiony rzeczywistością ustroju kapitalistycznego niechybnie popada w trwogę, w daremny niepokój, zmuszony jest do poszukiwania ucieczki metafizycznej."
|
 |
|
|
|
 |
|
 |
 |
Plechanow i Pannekoek |
 |
|
 |
Powrót z Plechanowem |
 |
|
 |
|
 |
 |
György Lukács i Jewgienij Prieobrażenski |
 |
 |
 Zgodnie z zapowiedziami, publikujemy dziś dwa teksty znanych nam już autorów - György Lukácsa i Jewgienija Prieobrażenskiego. Tekst pierwszego - "Krytyczne uwagi o Krytyce rewolucji rosyjskiej Róży Luksemburg" jest częścią słynnej "Historii i świadomości klasowej" (z ktorej opublikowaliśmy dotychczas teksty "Czym jest marksizm ortodoksyjny?" i "Marksistka Róża Luksemburg"). Artykuł Prieobrażenskiego "Prawo pierwotnej akumulacji socjalistycznej" zaś jest monumentalną częścią problemową jego książki (nie tłumaczonej na język polski) pt. "Nowa ekonomia". Oba zaś teksty - czytane zwłaszcza łącznie - dotyczą żywotnej problematyki rewolucyjnej taktyki i strategii proletariatu w i po przewrocie polityczno-społecznym. Teksty są niesamowicie aktualne i dotyczą żywotnych tematów dyskusji w obrębie obozu marksistowskiego także w dzisiejszych czasach.
Przy okazji chcielibyśmy - jak to czasem robimy - zadedykować domorosłym polskim "radykalnym lewicowcom" dwa dłuższe fragmenty z publikowanego artykułu Lukácsa. Osoby, które orientują się w stanie świadomości politycznej tego środowiska w mig dostrzegą niesłychaną "dzisiejszość" przekazu tekstów pisanych na początku lat '20 XX wieku. Fragmenty te pokazują jednocześnie drogę, jaką wykonał nurt polityczny wywodzący się deklaratywnie z IV Międzynarodówki Lwa Trockiego (reprezentowany publikowanymi niedawno tekstami Mandla, Löwy'ego i Bensaïda):
"Rozbieżność między Leninem a Różą Luksemburg dotyczyła więc tego: czy walka z oportunizmem, co do której oboje byli politycznie i w sensie pryncypiów zgodni, ma być intelektualną walką w łonie rewolucyjnej partii proletariatu, czy też ma się rozstrzygnąć na polu organizacji? Otóż Róża Luksemburg zwalcza tę ostatnią koncepcję. [...] Róża Luksemburg zakłada więc z jednej strony, że klasa robotnicza wkroczy w rewolucję jako zwarta i jednolicie rewolucyjna, nie dając się zatruwać i sprowadzać na manowce demokratycznym iluzjom społeczeństwa burżuazyjnego; z drugiej zaś strony zdaje się przyjmować, że te drobnomieszczańskie warstwy burżuazyjnego społeczeństwa, które w swej społecznej egzystencji są śmiertelnie zagrożone przez rewolucyjne zaostrzenie się sytuacji gospodarczej, zjednoczą się z walczącym proletariatem również na płaszczyźnie partyjnej, organizacyjnej. Jeśli ta teza jest słuszna, to stąd w sposób łatwo zrozumiały wynika odrzucenie bolszewickiej koncepcji partii, której polityczną podstawą jest właśnie przekonanie, że proletariat musi dokonać rewolucji co prawda w sojuszu, ale nie w organizacyjnej jedności z innymi warstwami walczącymi przeciwko burżuazji i że przy tym nieuchronnie popada w konflikt z pewnymi warstwami proletariackimi, które walczą przeciw rewolucyjnemu proletariatowi po stronie burżuazji. Nie wolno przecież zapominać, że przyczyną pierwszego zerwania z mieńszewikami była nie tylko kwestia organizacyjnego statutu, lecz także problem sojuszu z "postępową" burżuazją [...] Skoro bowiem walkę z oportunizmem pojmuje się wyłącznie jako intelektualną walkę w łonie partii, to należy ją oczywiście prowadzić tak, że cały ciężar spoczywa przy tym na przekonywaniu zwolenników oportunizmu na uzyskiwaniu większości wewnątrz partii. I jest rzeczą naturalną, że w ten sposób walka z oportunizmem rozpada się na cały szereg odosobnionych potyczek jednostkowych, przy czym wczorajszy sojusznik może dzisiaj stać się przeciwnikiem, i na odwrót. Walka z oportunizmem jako kierunkiem nie może się w tej sytuacji wykrystalizować: teren, na którym odbywają się "walki intelektualne", zmienia się w zależności od omawianych zagadnień, a wraz z nim zmienia się również skład walczących grup.".
"Wolność - powiada [Różą Luksemburg] - jest zawsze wolnością dla inaczej myślącego" (s. 109); a zatem wolnością dla innych "nurtów" ruchu robotniczego, dla mieńszewików i eserowców. Jest rzeczą jasną, że w przypadku Róży Luksemburg nigdy nie chodzi o banalną obronę jakiejś demokracji "w ogóle". Jej stanowisko jest raczej także w tym punkcie tylko konsekwentnym następstwem jej błędnej oceny ugrupowań sił w aktualnym stanie rewolucji. Jakoż stanowisko rewolucjonisty wobec tak zwanych problemów wolnościowych w epoce dyktatury proletariatu zależy koniec końców wyłącznie od tego, czy mieńszewików uważa on za wrogów rewolucji, czy też za pewien "nurt" rewolucjonistów, którzy w poszczególnych kwestiach taktycznych, organizacyjnych itd. są "odmiennego zdania"."
|
 |
|
|
|
 |
|
 |
|
 |
Logowanie |
 |
|
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ, żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
|
|
 |
Biuletyn |
 |
|
Wpisz adres e-mail i kliknij Subskrypcja/Rezygnuję.
|
|
|
|